
Plotki łączące Nolito z Barceloną krążą już od dawna. Ba, kilka dni temu ogłaszano nawet jego transfer, co jak widać miało niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ale czy wychowanek Atlético Sanluqueño w ogóle jest potrzebny Blaugranie?
Jeśli chcesz być najlepszy, to w składzie musisz mieć najlepszych. Nawet zmienników, proste. Oczywiście Nolito gra w Celcie pierwsze skrzypce, ale kalibru obu zespołów nie ma nawet co porównywać. Równie oczywiste jest też to, że w Dumie Katalonii rola skrzydłowego byłaby zupełnie inna. Tam stałby się rezerwowym, zmiennikiem, w najlepszym razie jokerem. Zgodziłby się zatem na propozycję, jaką kilka lat temu otrzymał od Guardioli. Wówczas Nolito ją jednak odrzucił, bo uważał, iż wygryzienie Pedro czy Villi jest niemożliwe.
Wtedy wyszło mu to na dobre, bo dzięki temu mógł się rozwijać. Niestety, jeśli chodzi o Barcelonę, czas utrzymał tę niekorzystną dla niego proporcję – dziś za rywali miałby Suáreza oraz Neymara, czyli też identyczny problem co przed laty. Poprzeczka nie do przeskoczenia, nawet jeśli sam zainteresowany zrobił ogromny progres. W tej kwestii to chyba kwestia ambicji samego piłkarza. Albo świadomości, bo jeśli Nolito sądzi, iż z którymś z powyższych byłby w stanie nawiązać równorzędną walkę w dłuższej perspektywie, to musi być szalony.
Tym bardziej, że oprócz wyżej wymienionej dwójki do gry wrócili też Turan oraz Vidal. Co prawda obaj mogą zajmować różne pozycje, ale i na skrzydłach radzą sobie bez większych problemów. Turek przez lata okupował w Atlético prawą lub lewą flankę, natomiast Hiszpan dopiero w ostatniej fazie swojej przygody z Sevillą był cofany do obrony. Mało? Barcelona ma także wszędobylskiego Sergiego Roberto oraz Munira, który ostatnio pokazuje, że jeszcze nie należy go skreślać.43 – Only Neymar (62) has created more goalscoring chances than Nolito (43) in La Liga this season. Dream.
— OptaJose (@OptaJose) January 13, 2016
Wniosek jest prosty – w najlepszym wypadku Nolito byłby kimś pokroju Pedro z poprzedniego sezonu. Biorąc jednak pod uwagę różnice w stylu gry obu, trudno wyobrazić sobie, żeby obecny zawodnik Celty dobrze odnalazł się w takiej roli. Od Kanaryjczyka różni go wiele, a szczególnie gra bez piłki. Pod tym względem Nolito bliżej do Deulofeu niż Rodrigueza. Wychowanek Atlétitco Sanluqueño koncentruje się głównie na fazie ataku i tylko w niej jest efektywny. Dużo improwizuje, drybluje, szuka niekonwencjonalnych rozwiązań. Wprowadzanie go byłoby zatem dobre, kiedy Barcelona musiałaby gonić wynik. Tylko czy jest sens kupowania Hiszpana tylko na takie nieliczne epizody?
Na boisku zawsze robił to, co chciał. Pomyślał o założeniu siatki i zaraz tego próbował. Często prosiłem go o więcej dyscypliny, żeby nie ryzykował za bardzo, bo na tym poziomie grają weterani… Potem Nolito dostał pierwsze podanie i co zrobił? Sombrero – Carlos Rios, były trener piłkarza z czwartoligowego San Luqueno.
Co prawda Nolito dałby Lucho jeszcze większe pole do popisu przy rotacjach, tylko że to też niekoniecznie dobre wpływałoby na dyspozycję samego piłkarza. Jedną z największych wad piłkarza Celty była nieregularność. Nawet w bardzo dobrym poprzednim sezonie miewał okresy, w których kolejno przez 11 i 8 meczów nie potrafił strzelić gola. Dopiero w obecnym widać, iż prawdopodobnie uporał się z tym problemem. Szkoda byłoby więc, żeby jego praca poszła na marne, bo bez regularności skrzydłowy mógłby popaść w równie wielki marazm co swego czasu Pedro.Jak bardzo ważny jest rytm meczowy dla piłkarzy pokazały natomiast przykłady Sergiego Roberto czy nawet niedawno Munira. Obaj skorzystali jednak na kumulacji bana transferowego oraz pladze kontuzji. Nolito na takie okoliczności liczyć nie może, więc w tym trudniejsze byłoby dla niego wejście do drużyny.
Kwestię rotacji można jednak zinterpretować na dwa sposoby. Pierwszy jest dla skrzydłowego Celty niezbyt korzystny – Lucho praktycznie nie ściąga z boiska nikogo z tria MSN. W obecnym sezonie zrobił to tylko czterokrotnie; Neymar zszedł dwa razy (w 86. i 89. minucie), Messi również dwa, choć tylko z powodu kontuzji, Suárez z kolei zawsze dogrywał mecze do końca. Ponadto, nawet jeśli Luis Enrique w ostatnich meczach robił roszady w linii ataku, to przeważnie przesuwał do przodu Ardę czy Aleixa. Skąd zatem pewność, że obecność Nolito coś by w tej kwestii zmieniła? Zrezygnowanie z kogokolwiek z tria MSN, które w 2015 roku strzeliło razem 137(!) goli, byłoby szaleństwem. Z drugiej strony można to też tłumaczyć właśnie brakiem odpowiedniego zmiennika dla napastników Barcelony. Nie ma się co łudzić, iż to nie odbije się na kondycji, a w konsekwencji i formie napastników.
Jak widać perspektywa samej drużyny jest w tym wypadku równie ważna, co samego zawodnika. Tylko jak transfer Nolito miałby się do jej rzeczywistych potrzeb? Sprowadzenie skrzydłowego budzi spore wątpliwości zwłaszcza, kiedy spojrzymy na wiek piłkarza. Rocznikowo ma on już 30 lat, a więc pod tym względem idealnie pasuje do grupy zawodników, jakich kupowania Barcelona powinna unikać. Po pierwsze, bo zainwestowanej w niego sumy 18 milionów na pewno nie uda jej się odzyskać, po drugie zaś ze względu na aktualną średnią wieku drużyny (liczona w ten sam sposób) wynoszącej aż 27,9. Po ewentualnej „wymianie” Sandro (od jakiegoś czasu mówi się o jego odejściu) na Nolito statystyka, ta statystyka wzrosłaby do 28 lat. To jasno pokazuje w jak niebezpiecznym kierunku zmierza kadra Blaugrany.
I o ile obecnie jeszcze nie jest to gigantyczny problem dla Dumy Katalonii, o tyle za mniej więcej dwa lub trzy sezony może okazać się on dla niej zabójczy. Już teraz kadra powinna być stopniowo przebudowywana, tak, aby nadchodząca zmiana pokoleniowa przeszła płynnie i bezboleśnie. Nolito w tym na pewno nie pomoże. Bo jak długo pogra jeszcze na swoim najwyższym poziomie? Jeden sezon, dwa? Nie oszukujmy się, Larssonem ani Adurizem raczej nie zostanie. Nie ta motoryka, nie ta pozycja, w końcu nawet – z całym szacunkiem do niego – nie ta inteligencja. Ze względu na to wszystko termin przydatności skrzydłowych zawsze jest krótszy niż u środkowych napastników. No i sama Barcelona to nie Rayo – jeśli chce non stop utrzymywać się na topie, nie może potem w jednym okienku wymienić ~10 piłkarzy na raz. W przeciwnym razie może okazać się, że podzieli ona los Liverpoolu.
Wychodzi na to, że ewentualne kupno Nolito miałoby drugie dno. Naznaczyłoby ono jasno, jaką drogą zamierza iść Barcelona w swojej polityce transferowej – carpe diem i stosowanie doraźnych rozwiązań na potrzebę chwili, czy jednak plan długofalowy, bliższy fundamentalnym wartościom Dumy Katalonii.
Czym w tej sytuacji kieruje się Lucho? Tajemnicą poliszynela jest fakt, że on sam bardzo chciałby sprowadzić Nolito. Szkoleniowcowi Blaugrany trudno nie ufać w tej kwestii, bo kto zna lepiej obecnego piłkarza Celty niż on? To Luis Enrique wprowadził go do poważnego futbolu w Barcelonie B, a potem ściągnął do Vigo i zrobił z niego Pana Piłkarza. Niewykluczone zatem, iż to właśnie Lucho będzie miał decydujący głos w tej sprawie.
Tylko czy ławka w jednym z najlepszych klubów świata jest lepsza niż pierwszy skład w drużynie aspirującej do awansu do europejskich Pucharów?